HISTORIA TOPOLNA

Gdy w roku 1896, pruska komisja kolonizacyjna nabyła Topolno na subhaście, jeden z jej urzędników przybywszy po raz pierwszy tu dotąd i rozpatrzywszy się cokolwiek na miejscu tak się o nim wyraził: "Zaiste, to siedziba książęca!" I miał słuszność. Ziemia urodzajna, łąki w trawę bogate, a nad Wisłą tak zwane kępy, pokryte gęsto wiciami koszykarskimi. Oto rozmaite źródła przynoszące niemałe dochody. Dziś kiedy już folwark podzielony pomiędzy chłopów niemieckich a pozostałe nieużytki, nie nadające się na parcelację, komisja kolonizacyjna pobiera jeszcze dochody, które się nieomal równają sumie procentu za kapitał, jaki zapłaciła za cały majątek Topoleński. Tak więc ten piękny kawał ziemi, który pewien korespondent słusznie nazwał perłą majątków ziemskich w powiecie świeckim, przeszedł za bezcen w obce ręce z których zapewne się go nie odzyska. Jedynie marnotrawstwo i niedołęstwo mogły by być przyczyną jego ruiny. A jakże uroczo położony ten zakątek! U stóp gór ciągnących się blisko Wisły, ukrywają się budynki z dawniejszego folwarku, chaty wieśniaków, kościółek poklasztorny między drzewami liściowymi. Piętrzą się topole jak smukłe filary o wysokości olbrzymiej, a cieniste wierzby spuszczają smutne swe grube konary jakby na cichą swą skargę, że po tylu wiekach które przetrwały, ich zagłada się zbliża. Nie prędzej spostrzeżesz Topolno, aż wstąpisz do niego. Tylko z dala od czasu do czasu zabłysną białe wieżyczki kościoła, jakby cię witały i zapraszały do siebie. Skoro staniesz na miejscu i rzucisz okiem na pagórek zielony, widzisz nad sobą kaplicę wychylającą się z pod gaju drzew rozmaitych. To kaplica św. Rocha, zbudowana prawdopodobnie przez Samuela Konarskiego, dziedzica Topolna, w XVI w. jak wnioskować można z liter umieszczonych w chorągiewce nad wieżyczką S.K.C.P /Samuel Konarski Chorąży Pomorski /

Tu za dawniejszych czasów odbywały się odpusty św. Rocha, na nie wiele przybywało ludu, bo wielką miał cześć ku patronowi przeciw zarazie. Obok kaplicy znajduje się cmentarz, na którym chowano umarłych w skutek cholery. Nadzwyczaj urocze to miejsce. Lecz jakże się zdziwisz, gdy wejdziesz na górę! Nie kaplicę już, ale gruzy tylko zobaczysz z dawnej kaplicy. Czy się kto znajdzie jej odbudowaniem? W ostatnim czasie starali się potomkowie dawniejszego dziedzica aby pozwolono im odbudować kaplicę. Lecz komisja kolonizacyjna która jest jej właścicielką, pozwolenia odmówiła, uzasadniając to tym, że mogłyby się odbywać do niej pielgrzymki. Ze smutkiem odchodzisz z tego miejsca. Gdy opuściwszy lasek staniesz wyżej kaplicy na miejscu otwartym, jakżesz malowniczy ukaże się przed tobą krajobraz! Przed sobą widzisz ogromną dolinę, cztery mile długą a milę szeroką, gęsto pokrytą drzewami to owocowymi, to wierzbami które całą tę przestrzeń czynią podobną do wspaniałego parku. W tym parku kryją się liczne osady, które tworzą między sobą gminy,

ale wiosek z wyjątkiem jednej nie spostrzeżesz, bo każdy obywatel mieszka na swojej zagrodzie, otoczonej drzewami wskutek czego rozeznać się nie zdołasz gdzie jedna wioska się kończy, a druga zaczyna. W pośród tej pięknej doliny snuje się cicho i spokojnie srebrzysta Wisła, rzek polskich królowa. Na niej parowce, liczne statki, tzw. berlinki swymi żaglami jakby motyle mijają się w tę lub w ową stronę. Od czasu do czasu płyną tratwy drzewa budulcowego z Galicji i królestwa polskiego w dół rzeki. Het na wschód doliny wznoszą się góry a na ich krawędzi widnieją sioła, wieże kościołów, kominy fabryczne, miejscami zagajenia lub drzewa szosą wiodącą na Unisław do Torunia. Naprzeciw tobie leży Starogród ze swoim kościołem o smukłych wieżyczkach, panujących nad całą doliną. Za dawnych czasów był tu zamek krzyżacki, w którego kapliczce przez szereg lat przechowywała się cenna relikwia, głowa św. Barbary. Dalej na prawo widać różne zabudowania folwarczne, cukrownię Unisławską, obok niej sam Unisław, a na południowym końcu doliny, gdzie góry dochodzą do Wisły ciemnieją się bory Ostromeckie. Na północ zaś po lewej stronie góry św. Wawrzyńca sterczą wieże i kominy, wszystkie tak, blisko siebie jakby się wznosiły z jednego miejsca. To Chełmno, miasto w Prusiech najstarsze. Po lewym brzegu Wisły widoczne są rysy niegdyś sławnej i silnej warowni krzyżackiej, dziś miasta powiatowego Świecia.

Jeżeli jeszcze raz od północy ku południowi mierzysz okiem tę przestrzeń całą, przyznasz niezawodnie, że rzadko się widzi tak piękny i wspaniały krajobraz. A gdy noc zapadnie, cicha, pogodna, tym więcej odczujesz jak czarujący ten zakątek. W gaikach słowiki nucą swe piękne pienia, niekiedy odbijają się echem nawoływania flisaków, czasem słychać to głos fujarki, to granie na skrzypcach, to znowu rozbrzmiewają pieśni wesołe, czasem rzewne i smętne.

W stronę północy wysoko wzbijają się łuny nad miastami Chełmnem i Świeciem, a nad górami wschodnimi migocą liczne światełka z domów mieszkalnych. Wszystko to nadaje tej pięknej okolicy charakter romantyczny.

W takim ustroniu leży Topolno, dawniej folwark, a dziś osada pruskiej komisji kolonizacyjnej. Od niepamiętnych czasów należał ten majątek ziemski do możnej i sławnej rodziny Konarskich, której członkowie wybitne zajmowali stanowiska w Polsce na pożytek kraju i kościoła. Już na początku XVI wieku za rządów króla polskiego Zygmunta I, był jeden z Konarskich imieniem Jan biskupem krakowskim. Przede wszystkim wspomnieć należy

o ks. Stanisławie Konarskim ze zakonu OO. Pijarów, który żyjąc w XVIII w. wielkie położył zasługi dla dobra Narodu. On pierwszy wystąpił skutecznie przeciw swawoli i bezrządowi szlachty, starał się o czystość języka w piśmiennictwie polskim, a najważniejszym jego dziełem było ulepszenie szkolnego wychowania młodzieży. Z pod jego kierownictwa wyszedł liczny zastęp zacnych i dzielnych mężów, którzy w tych smutnych czasach, wielce dla Narodu byli potrzebni Z dziejów Topolna zasługuje na wzmiankę szczególnie Samuel Konarski chorąży pomorski, który się urodził w roku 1542, a umarł w 1608 roku. Pochowany został w starym kościółku drewnianym w Topolnie. Był to mąż głębokiej wiary i pobożności, prawdziwym ojcem ubogich, wielce dbały o chwałę Bożą. Świadczy o tym napis łaciński, jaki wyryto na jego nagrobku, a który brzmi po polsku
"Mąż nadzwyczajnej wiary i pobożności / i czci Bożej /
Nie mniej i dla ubogich hojny,
Tu na tym miejscu, które z małżonką Heleną / ku czci Bożej /
Wybrał i kosztem swoim wystawił, jest pochowany
żył lat 66 - umarł w roku 1608 "

Małżonka jego Helena, o której wspomina ów napis, pochodziła z Konopatu w parafii Przysierskiej i była córką Łukasza Konopackiego. O jednym z Konopackich podaje kronika, że w roku 1582 zburzył kościół katolicki w Polednie /dziś należy do parafii gruczeńskiej/.

Był to Konopacki, kasztelan Elbląski, który liczył się do wyznawców nauki Marcina Lutra Jakie pokrewieństwo zachodziło między tym luteraninem, a Heleną Konarską nie wiadomo. Ale w każdym razie nie miła ona nic wspólnego z nienawiścią tego człowieka do wiary katolickiej. Przeciwnie, gorliwą była katoliczką, żyła świątobliwie i w wielkiej świątobliwości zakończyła swój żywot, co stwierdził nawet cud po jej śmierci, jak czytamy w pośmiertnym o niej wspomnieniu:

"W Topolnie leży pochowana Helena z Konopackich Konarska 
Samuela Konarskiego, chorążego pomorskiego małżonka
Łukasza Konopackiego córka,
Z jej ust po śmierci cudownie lilia wyrosła"

Ich syn Samuel, wojewoda Malborski, także zachował wiarę św. i wielką pobożność.

Na utrzymanie kościoła i duchownego w Topolnie zapisał swoją wieś Cieleszynek

w roku 1638. Ostatnim z Konarskich, którzy tu mieszkali był Andrzej Konarski, podkomorzy pomorski. Umarł w roku 1700. Po nim objął Topolno Józef Czapski, kasztelan Elbląski.

W ręku Czapskich pozostał ten majątek blisko 80 lat. Po śmierci Jakuba Czapskiego około 1780 roku przeszło Topolno na własność Potockiego z Będlowa, od którego już dwa lata później nabył je Mateusz Witk Jeżowski, podkomorzy Chełmiński, dziedzic Ostrowitego. Niedługo żył, albowiem umarł już w roku 1806. Ożeniony z Marianną Działkowską pozostawił dwoje dzieci Nikodema i Jadwigę. Ostrowite otrzymała Jadwiga, a dziedzicem Topolna został Nikodem, który pojął za żonę Konstancję Zaborowską, dziedziczkę Zbrachlina i Głębokiego. Po śmierci swego męża /1831 r. / rozparcelowała Konstancja kawał ziemi pod Cieleszynkiem między lud Polski. Kolonię tą nazwano na jej pamiątkę Konstantowo. Miała ona też zamiar na miejsce starej, walącej się kaplicy św. Rocha wybudować nową, lecz przeszkodził jej w tym Włodzimierz Kubicki Piettuch, pochodzący z Hermaniszek na Litwie, który w roku 1859 zaślubił jej córkę Wandę a z nią otrzymał Topolno. Od tego czasu folwark coraz więcej upadał. Pałac starożytny i piękny który się tu znajdował, zgorzał na końcu 1889 roku a z nim wiele zginęło cennych obrazów i starożytności. Zaczęto nowy pałac budować, ale dziedzice już w nim nie zamieszkali, ponieważ przed wykończeniem jego w roku 1896 pruska komisja kolonizacyjna nabyła Topolno na subhaście.

Na tym się kończy historia tej posiadłości ziemskiej, która przez tyle wieków znajdowała się w rękach polskich. Jej dziedzice byli magnatami, bo prócz Topolna liczne dzierżyli folwarki. Ale najchętniej mieszkali tu w tym uroczym ustroniu, gdzie urządzili sobie prawdziwą wielkopańską siedzibę. A to miejsce piękne i malownicze, gdzie nie tylko lud, ale też szlachcic odznaczał się pobożnością chrześcijańską, wybrała sobie Królowa Niebieska, aby obfite i nadzwyczajne łaski rozdawać wiernym.

CUDOWNE OBJAWIENIE MATKI BOSKIEJ

Jakim sposobem dostał się obraz Matki Boskiej do Topolna i z skąd się wziął, nie można dziś tego historycznie wykazać. Opierać się musimy jedynie na podaniu ludowym, które tak opiewa:

Było to w uroczystość Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny w roku 1583. Dzień był jasny i pogodny. Naraz nad środkiem Wisły ukazała się jasność, tym dziwniejsza, że nie pochodziła od palącego się ognia. Ludzie widząc tę nadzwyczajną jasność pobiegli na wał, aby bliżej przypatrzeć się temu zjawisku. Tuż za wałem płynęła Wisła, która wtedy miała swoje koryto blisko Topolna, czego dowodem są znajdujące się jeszcze jeziorka, które zostały z dawniejszego koryta, lecz jakie było ich zdziwienie, gdy spostrzegli, że ta jasność unosiła się nad obrazem płynącym pod wodą. W milczeniu i ze strachem patrzyli na to zjawisko.

Ale potem, co widzieli poznali że to jest cud. Tymczasem obraz Najświętszej Maryi Panny wolniutko płynął i stanął tak, jakby się oparł o pień topoli. Chwilę jeszcze ludzie w podziwieniu czekali co się też stanie z tym obrazem. Lecz gdy się nie ruszył z miejsca ochłonąwszy ze strachu pośpieszyli do łódek, które były nad brzegiem, wsiedli w nie i popłynęli do tego obrazu. Bez trudu mogli go zabrać i z wielką radością przywieźli na ląd. Te chwile cudownego objawienia Matki Najświętszej jeden z Ojców Paulinów około roku 1734 wymalował na płótnie. Obraz ten wisi obecnie pod chórem w tutejszym kościele. Spodziewać się należy, że odnowiony zostanie i zawieszony będzie na miejscu widoczniejszym. Na tym obrazie widzimy Wisłę, a po jej prawej stronie Chełmno, Starogród i inne wioski. A po lewej stronie Topolno. W pośrodku Wisły między spienionymi falami widnieje obraz Matki Boskiej, nad którym unosi się jasność wielka. Fale wzburzone nacierają silnie na niego, ale obraz stoi niewzruszony. Na trzech łódkach płyną ludzie z różnych stron, aby obraz uratować. Gdy go przywieźli na ląd, w niemałym byli kłopocie, co z nim zrobić, gdzie go umieścić. Kościoła na ten czas nie było w Topolnie w którym by go ustawić mogli. Nareszcie postanowili urządzić godne dla niego miejsce tuż obok Bożej męki murowanej, która stała nad strugą przy drodze wiodącej do Grabowa. Na prędce zbudowali tu skromną kapliczkę, w której tymczasowo ustawili ten cudowny obraz. Wnet rozeszła się wieść o tym objawieniu się Matki Boskiej po całej okolicy. Z bliska i z daleka spieszył lud na to miejsce, aby Matce Najświętszej oddać cześć należytą. Wkrótce zabrano się do zbudowania kościółka. Żył w on czas w Topolnie możny i bogaty dziedzic Samuel Konarski, który tą sprawą gorliwie się zajął. Jeszcze tego samego roku wystawiono za jego staraniem kościółek drewniany na miejscu, gdzie dziś stoi krzyż kamienny. Kto przybywa do Topolna ze strony Grabowa lub Pruszcza, łatwo go spostrzeże, bo znajduje się między tymi szosami blisko miejsca, gdzie obie się łączą. W tym więc kościółku drewnianym został cudowny obraz Matki Najświętszej umieszczony. Jak ten kościół wyglądał, można widzieć na obrazie na którym ów zakonnik to cudowne objawienie wymalował aby też Matka Boska większej doznała chwały i nabożeństwo codziennie odprawiać się mogło przed jej cudownym obrazem, postarali się zacni Konarscy o to, że zawsze jeden z zakonników z pobliższych klasztorów tu przebywał. Zwykle sprawował urząd pasterski jeden z Ojców Franciszkanów z klasztoru Chełmińskiego, czasem też ktoś z Ojców Cystersów, którzy mieli swój klasztor w Koronowie. Proboszcza wtedy żadnego nie było w Topolnie, bo kościół ten był filialny i należał do parafii Gruczeńskiej. W kościółku tym pochowani zostali Samuel i Helena z Konopackich Konarscy, którzy ten przybytek Maryi szczególną opieką otaczali. Ich portrety znajdują się na owym historycznym obrazie, a pod nimi stoi napis łaciński, który tak brzmi w tłumaczeniu polskim:

"Samuel Konarski, Chorąży Pomorski,
Z małżonką Heleną z Konopackich
Świętemu obrazowi w Topolnie
Pierwszy kościół powstał w roku 1583.

Ale i później inni Konarscy dokładali wszelkich starań, aby chwała Maryi tu nie ustawała, lecz coraz więcej się wzmagała. W Jej uroczystości zazwyczaj mnóstwo ludzi się zbierało, jedni składając Jej dzięki za odebrane łaski, inni szukając przed Jej cudownym wizerunkiem pomocy i ulgi w cierpieniach. A Matka Najświętsza nie skąpiła swymi darami, lecz hojnie wydzielała je wiernym. O cudach jakimi zasłynął Jej obraz jest wzmianka w jednej z tutejszych ksiąg kościelnych. Albowiem od roku 1668 przebywał w Topolnie jako kapelan dziedzica Jana Konarskiego, wojewody Malborskiego i jako zastępca księdza Stanisława Drozdowskiego proboszcza z Gruczna, ksiądz Augustyn Stanisz, zakonnik z klasztoru Ojców Franciszkanów w Chełmnie, który pierwszy zaczął prowadzić osobne księgi kościelne.

Na pierwszej stronicy tej księgi, w której chrzty i śluby zapisywał, wspomina też o obrazie Matki Boskiej, który wyraźnie zowie cudownym.

NOWY KOŚCIÓŁ DLA CUDOWNEGO OBRAZU

W tym kościółku drewnianym pozostał obraz Najświętszej Maryi Panny blisko sto lat.

Był w on czas dziedzicem w Topolnie Andrzej Konarski podkomorzy pomorski, mąż zacny i pobożny, który wraz z małżonką swoją Elżbietą wielkim odznaczał się nabożeństwem ku Maryi. Pewnej nocy jak opiewa podanie ludowe, Najświętsza Panienka objawiła się we śnie pobożnym Konarskim i poleciła im, żeby Jej obraz przeniesiono do innego miejsca gdzieby większej czci doznała. Takie samo życzenie objawiła obecnemu tu księdzu kapelanowi.

Lecz mimo to, że objawienie Najświętszej Maryi Panny się powtarzało, nie zwracali żadnej uwagi. Wtedy to Jej obraz cudownie zniknął z kościoła. Dopiero po długim czasie szukania znaleźli go na tym miejscu, gdzie dziś stoi kościół murowany. Po kilka razy wzięli go do starego kościółka, ale zawsze ukazał się na tym samym miejscu. Ludzie widząc taki cud poznali jasno iż Matka Najświętsza życzyła sobie, aby tu Jej cześć oddawali i obraz cudowny umieścili. Gdy o tym dowiedział się Adam Konarski, wojewoda malborski i proboszcz kapituły warmińskiej, rodzony brat Andrzeja konarskiego, postanowił na swój koszt wybudować na onym miejscu nowy kościół i natychmiast zabrał się do wykonania swego zamiaru. W kilku latach został kościół wybudowany, piękny i murowany, tak jak go dzisiaj widzimy. Obok tego kościoła bracia Konarscy wybudowali gmachy klasztorne, aby w nich zakonnicy mieszkać mogli. Jak te budynki klasztorne wyglądały, widzieć można na historycznym obrazie, znajdującym się pod chórem. Pod portretem księdza Adama Konarskiego stoi napis łaciński z którego się też dowiadujemy, w którym roku kościół został ukończony:

"Najjaśniejszy i najprzewielebniejszy
ksiądz Adam Konarski,
Wojewoda malborski, Proboszcz warmiński
Zamiast drewnianego murowany kościół postawił
I klasztor OO. Paulinom fundował w roku 1683"

Blisko niego są portrety Andrzeja i jego żony Elżbiety Walewskiej pod którymi czytamy:

"Andrzej Konarski, podkomorzy pomorski
z małżonką Elżbietą Walewską wprowadził
roku pańskiego 1684
Obraz Cudowny do kościoła nowego"

Tak więc w onym pamiętnym roku 1683, kiedy król Polski Jan III Sobieski pod Wiedniem odniósł zwycięstwo nad Turkami i przez to ocalił całe chrześcijaństwo od zagłady, ukończyli bracia Konarscy budowę kościoła i klasztoru. Lecz kogóż sprowadzić do klasztoru ? Wybór ich padł na zakon Ojców Paulinów, którzy w Polsce słynęli jako obrońcy Maryi.

W żywej jeszcze pamięci stała wszystkim cudowna obrona Jasnej Góry z roku 1655, w którym to świętobliwy ksiądz przeor Kordecki za przyczyną Królowej Niebieskiej nie tylko klasztor Częstochowski od zagłady zachował, ale też całą Polskę ocalił. Do Częstochowy więc udali się Konarscy i ówczesnego prowincjała Ojców Paulinów Księdza Tobiasza Czechowicza prosili, aby im przysłał kilku zakonników do klasztoru Topoleńskiego.

Chętnie przychylił się do ich prośby Ojciec Prowincjał i jeszcze tego samego roku w lipcu wysłał kilku zakonników do Topolna.

OJCOWIE PAULINI W TOPOLNIE

Paulini wywodzą swój początek od św. Pawła z Teb, niegdyś miasta wielkiego nad brzegami rzeki Nilu, które było stolicą Egiptu. Sw. Paweł /po łacinie Paulus, stąd Paulini, uczniowie św. Pawła/ odziedziczywszy po swoich rodzicach znaczny majątek rozdał go między ubogich i na chwałę Bożą w świat w piętnastym roku życia swego około roku 244 po narodzeniu Chrystusa zamieszkał w pustyni Egipskiej gdzie przepędzając czas na modlitwie i pokucie żywił się owocami palmy stojącej u wschodu swego schroniska. Ale po trzydziestu latach palma uschła, a daleko i szeroko nie było odrobiny żywności Pan Bóg jednakże sługi swego nie opuścił, gdyż nakazał krukowi, aby mu codzień pół bochenka chleba przynosił.

I tak przebył w tej pustyni św. Paweł 90 lat. W roku 342 umarł mając lat sto i trzynaście.

Ciało jego pochował św. Antoni pustelnik i zabrał ze sobą sukienkę palmową św. Pawła jako drogą pamiątkę. Później podarował ją św. Anastazemu, który był na on czas patryiarchą w Aleksandrji. Ten zaś przywiózł do Rzymu, gdzie ją dziś jeszcze przechowują. Za przykładem św. Pawła wielu poszło młodzieńców, którzy porzuciwszy świat prowadzili życie pokutnicze na pustyni. Lecz istotny początek i rozwój zakonu Paulinów miał miejsce na Węgrzech.

Już w XI w. żyli tu pustelnicy rozproszeni po lasach i ustroniach. Dopiero Biskup Pięciukościołów /Fuenfkirchen/ zgromadził ich razem i zbudował dla nich klasztor na wierzchołku góry Potach w pobliżu miasta Pięciukościołów w roku 1215 i nadał im regułę podług św. Pawła, pierwszego pustelnika znanego w czasach chrześcijańskich. W kilkunastu latach ten zakon tak się rozmnożył, że na Węgrzech miał 170 klasztorów. Papież Jan XXII w roku 1327 potwierdził ich zakon i także ich regułę według św. Augustyna Biskupa.

Do głównego klasztoru pod nazwą św. Wawrzyńca w pobliżu miasta, były sprowadzone w roku 1381 zwłoki św. Pawła z Wenecji, a w następnym już roku Władysław, Książe opolski sprowadził 16 Paulinów na Jasną Górę, gdzie ich straży powierzył obraz cudowny Matki Boskiej. Tu przez swoją pobożność i wysoką świątobliwość tak sobie wszystkich zjednali, że zaraz poczęto dla nich i inne wystawiać klasztory. Z Częstochowy więc przybyło kilku zakonników w roku 1683 do Topolna, gdzie dla nich klasztor był już gotowy. Łatwo pojąć można, że teraz za Ojców Paulinów chwała Najświętszej Maryi Panny w Topolnie coraz więcej się wzmagała. Uroczysta była to chwila, gdy przeniesiono cudowny obraz z drewnianego kościółka do nowo zbudowanego kościoła. okoliczni księża, nawet niektórzy z dalekich stron przybyli do Topolna, aby udział brać w tej uroczystości. A ludu wielka moc się zebrała. W uroczystej procesji niosło czterech zakonników cudowny obraz Matki Najświętszej, przed nimi postępowali inni zakonnicy w białych habitach Tuż za obrazem szli fundatorzy wraz z księżmi świeckimi, wszyscy ze świecami w ręku. Cały ten pochód wspaniały zakończyły niezliczone masy pobożnego ludu. W nowym kościele umieszczono cudowny wizerunek Matki Boskiej w głównym ołtarzu, w którym za zasuwą dziś jeszcze się znajduje. wygląda on już bardzo staro i malowany jest ciemną farbą na drzewie.

Matka Najświętsza trzyma na lewym ręku Dzieciątko Jezus z książką, a dwa małe znaczne cięcia na twarzy wskazują na to, że to jest Matka Boska Częstochowska. Oprócz twarzy nic więcej nie widać, bo cały obraz zakryty jest grubą sukienką, miejscami pozłacaną. Na głowie jest korona srebrna, wyzłacana, drogimi kamieniami ozdobiona. Wysokość obrazu wynosi cokolwiek na trzy stopy, a szerokość jego przeszło dwie stopy. Wota srebrne zamieszczone na tym obrazie są świadectwem wdzięczności, jakie złożyli wierni Matce Najświętszej za odebrane łaski. Sześć takich wotów się zachowało Dwa przedstawiają uleczoną nogę i rękę, które są związane. Cztery inne mają wyryte obraz Matki Boskiej.

PARAFIA TOPOLEŃSKA

Klasztor Topoleński liczył zazwyczaj ośmiu zakonników. Pierwszym Przeorem klasztoru był ksiądz Roman Rospondzik. Kiedy się w roku 1683 tu osiedlili, Topolno nie było jeszcze oddzielną parafią, ponieważ kościół tutejszy był filialnym i należał do parafii Gruczeńskiej. Dopiero w roku następnym 1684 ksiądz Biskup Bonawentura Madaliński utworzył tu nową parafię, której zarząd powierzył Ojcom Paulinom. Do nowo utworzonej parafii przyłączone zostały wioski: Grabowo z Grabówką, Trempel i Rudki. Wszystkie te wioski były własnością Panien Benedyktynek w Chełmnie. Grabowo podarował mistrz wielki krzyżacki Karol z Trewiru w roku 1312 pannom Benedyktynkom w Chełmnie na pamiątkę zwycięstwa odniesionego w roku 1311 nad Witenesem, dowódcą Litewskim. Za księdza biskupa Lubodzieskiego przeszła ta wieś na własność Michała Wutkowskiego, chorążego pomorskiego, ale ją potem panna Kseni na powrót odzyskała. Był to las obszerny i młyn. Dzierżawcami tej wioski byli panowie Brzechffy. Gorliwa Kseni Magdalena Mortęska zbudowała około roku 1600 we wsi małą kaplicę, w której później Ojcowie Paulini niekiedy odprawiali nabożeństwa. Kapliczka stoi dziś jeszcze nie używana. Wieś Rudki posiadał przed rokiem 1300 Mikołaj Rutki, który ją podarował pannom Benedyktynkom I tę wieś otrzymał Michał Wutkowski za księdza biskupa Lubodzieskiego, ale później zwróconą została klasztorowi, dzięki zabiegom panny Kseni Mortęskiej. W roku 1598 osiedlono tu trzech osadników, którzy czynsz płacili do klasztoru Chełmińskiego. Na utrzymanie swoje pobierali zakonnicy tak zwane maszne, które im wioski do parafii należące płacić musiały. Główny zaś dochód mieli z własnego folwarku z Cieleszynka, który już w roku 1638 Samuel Konarski dziedzic Topolna a wojewoda Malborski, był zapisał na utrzymanie kościoła i duchownych. Przeor klasztoru był zarazem proboszczem, ale zazwyczaj podzielił pracę pasterską między zakonników. Pod zarządem Ojców Paulinów pozostała parafia aż do zniesienia klasztoru w roku 1811. Potem przez cztery lata zawiadywał parafią Ojciec Karol Sieniawski ze zakonu Cystersów z Koronowa. W roku 1815 po raz pierwszy został proboszczem ksiądz świecki, a był nim ks. Jan Cichocki, który umarł tu w roku 1851.

CUDOWNY OBRAZ MATKI NAJŚWIĘTSZEJ POD OPIEKĄ OJCÓW PAULINÓW

Odkąd Ojcowie Paulini objęli straż nad tym cudownym obrazem, sława jego coraz bardziej się rozpowszechniała Ludu coraz więcej przybywało na uroczystości Matki Boskiej, szczególnie na uroczystość Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny jako w rocznicę pierwszego zjawienia się na Wiśle. Do większej Jej chwały przyczyniło się także bractwo różańcowe, które już dawniej przy drewnianym kościółku powstało w roku 1669. Do tego bractwa zapisywał się nie tylko lud wierny z parafii lub z okolicy, ale nawet biskupi, prałaci i najpierwsza szlachta z Prus Królewskich. Za to wywdzięczała się Matka Najświętsza hojne zlewając na wiernych łaski. Na ścianie w kościele zawiesili Jej obraz pod którym dodany napis mówi, że Maryja w Topolnie stała się jakby ów okręt kupiecki, który z dalekiej strony żywność nosi zgłodniałym ludziom:

"Stała się jako okręt kupiecki
Z daleka przynosząca żywność swoją"
/przypowieści 31, 14 /

W kruchcie w rogach ściany, wielkim drzwiom na przeciw, dziś jeszcze stoi napis, świadczący jawnie, czym jest w tym kościele Matka Najświętsza. W lewym rogu czytamy, że Maryja czyni w tym kościele cuda. że w modłach wysłucha, dopomoże:

"Najświętsza Panna Topoleńska Z cudów sławna, Modłami i przychylnością głośna"

Zaraz obok w prawym rogu wyznają Ojcowie ile oni sami Matce Najświętszej zawdzięczają, albowiem tak czytamy:

"Prawdziwa Matka i Opiekunka Świętego Zakonu Paulinów w Prusiech"

Wszystkie te nadzwyczajne łaski i cuda, które się działy za przyczyną Królowej Niebios, Ojcowie Paulini w osobnych księgach zapisali i w archiwum klasztornym przechowywali. Dziś nie znajdziesz tych ksiąg w Topolnie, prawdopodobnie zostały przez rząd Pruski zabrane albo może dostały się do Częstochowy, głównego klasztoru Ojców Paulinów w Polsce. Wspomnieć jeszcze należy, że Ojcowie Paulini w Topolnie nieraz ciężkie musieli przetrwać czasy. Wnet po ich osiedleniu się w tutejszym klasztorku wtargnęli Szwedzi do Polski.

Był wtedy królem Polskim August II elektor saski, który z carem moskiewskim Piotrem zawarł przymierze, aby wydrzeć Szwecji kraje nad morzem bałtyckim. Po bitwie nad Narwą, w której młodzieńczy król Szwedzki Karol XII pobił cara rosyjskiego, zwróciło się wojsko szwedzkie przeciw Augustowi II. Karol wkroczył do Polski choć Polacy nie byli z nim w wojnie, zajął stolicę Polski Warszawę i 19 lipca 1702 roku zadał wojsku saskiemu klęskę pod Kiszowem. Następnego roku wkroczyli Szwedzi do Prus Królewskich, zdobyli Toruń, który nieomal w gruzy zamienili. Stąd udał się Karol ze swymi zastępami wzdłuż Wisły na północ.

Tu w okolicy Topolna rozłożył król Szwedzki swoje wojska na leże zimowe a sam zamieszkał w klasztorze. Jeszcze kilka lat gospodarzyli Szwedzi w Prusiech Królewskich. A jaka to była gospodarka powszechnie znane. Szwedzi słynęli z okrucieństwa, w czynach barbarzyńskich nie ustępowali nawet dzikim Tatarom. Gdzie przeszli tam kraj został spustoszony. Na domiar złego panowała wszędzie zaraźliwa choroba, wskutek czego kraj się wyludniał. Po odejściu Szwedów wkroczyły wojska Saskie, a po nich w roku 1711 posiłki moskiewskie, które car Piotr przysłał Augustowi II. Od tego czasu moskale częściej nachodzili kraje nad Wisłą położone, niszcząc je ciągłymi kontrybucjami. Łatwo pojąć można, że i klasztor w Topolnie z powodu tych najazdów wiele ucierpiał. Ale Ojcowie Paulini nie tracili nadziei, całą ufność pokładali w pomocy Najświętszej Maryi Panny, która dla nich była prawdziwą Matką i Opiekunką.

ZNIESIENIE KLASZTORU W TOPOLNIE

W roku 1772 nastąpił pierwszy rozbiór Polski. Król Pruski Fryderyk II zabrał Warmię i Prusy królewskie prócz Gdańska i Torunia. Niebawem po tym zaborze król Pruski wydał rozkaz, aby wszystkie dobra klasztorne przeszły w administrację rządu. Tym sposobem też Ojcowie Paulini utracili folwark Cieleszynek a przez to pozbawieni zostali głównych dochodów, jakie służyły na utrzymanie. Ale mimo tej straty nie upadali na duchu, biedzili się, walczyli z przeciwnościami, poddali się woli Bożej. Nastały wojny francuskie, a z nimi nowe dla Ojców ciężary. Lecz wśród tych ciężkich dla nich czasów spotkał ich cios dla nich najdotkliwszy. Albowiem 30 października roku 1810 wyszedł od króla Fryderyka Wilhelma dekret na mocy którego miał być zabrany cały majątek zakładów duchownych i klasztornych, jako niezgodne z zapatrywaniami i potrzebami czasu, na zapłacenie kontrybucji francuskiej. Od chwili tego rozporządzenia nie miały klasztory przyjmować nowicjuszów, ani rozdawać jakichkolwiek posad. Wskutek tego rozporządzenia królewskiego nieomal wszyscy Ojcowie Paulini opuścili klasztor Topoleński i schronili się do Częstochowy. Tylko dwóch lub trzech zakonników jeszcze pozostało. Ostatnim przeorem był Ojciec Chryzolog Trafarski, który wytrwał w tym klasztorze aż do zgonu swego. Po śmierci ostatniego zakonnika w roku 1811 komisja rządowa zabrała z klasztoru wszystkie dokumenty i papiery wartościowe jakie się tu znajdowały. Ciekawy list zachował się w archiwum parafialnym, w którym jeden z krewnych ostatniego przeora opisuje, jak owa komisja sobie postąpiła aby przejść do posiadania tych dokumentów klasztornych. Otóż niejaki Wincenty Kubliński z Grabowa /prawdopodobnie z lubawskiego/ pisze do księdza proboszcza Cichockiego między innymi: "Ja będąc przy moim krewnym ks. Chrynologu Trafarskim, natenczas przeorem XX Paulinów w Topolnie, mogłem wprawdzie wiedzieć o wszystkich szczegółach, miałem do wszystkiego przystęp, ale natenczas byłem jeszcze za młody, nie uważałem sobie tak dokładnie wszystkiego coby teraz było potrzebne. Gdy ostatni ksiądz w klasztorze umarł w Topolnie, zjechała komisja do pisania zbiorów po XX Paulinach. Był najpierwszym pan Lendrat ze Świecia i inni z nim, których nie znałem. Wezwali i mnie, natenczas zamieszkałego w Grabówce, abym przybył do okazania wszystkich znajdujących się dokumentów w schowaniu tak w skarbcu, jak też w zamieszkaniu klasztornym i zarazem mnie upominali, abym wiernie i sumiennie okazał wszystko i to mi oświadczyli, że później na to przysięgać muszę. Oczem tylko wiedziałem wszystko okazałem. Natenczas bibliotekę jaka się znajdowała w klasztorze po XX Paulinach. Szukali po książkach dokumentów należących do tego klasztoru.

Ja nie mając już nic do czynienia, oddaliłem się ku memu, domowi. Ale na drodze przypomniało mi się, że jeszcze jedna skrytka najważniejsza nieokazana ode mnie została. Wróciłem do klasztoru, gdzie komisja była, mówiąc do nich: "wiem jeszcze o jednym schowaniu w celi przeorskiej" co zaraz za mną do takowej poszli. Była to skrytka za oblaturą, w której się znajdowały wszystkie dokumenty, parę książek, w których opis był wszystkiego, dochodów i rozchodów, było też w tym schronieniu kilka fantbrytów na pergaminie wielkich i te okazałem. to wszystko zabrali, a mnie nic za to nie dali. Pan Lendrat mnie tylko poklepał, że ich doprowadziłem do tego. Tyle ów Kubliński o komisji rządowej, która po zgonie ostatniego Ojca Paulina przybyła do Topolna, aby zabrać wszystkie akta znajdujące się w tutejszym klasztorze. Jednakowoż przypuszczać można, że niektóre dokumenty jeszcze za życia ostatniego z zakonników dostały się do klasztoru Częstochowskiego. Od czasu jak klasztor zniesiono, zaczęła także podupadać dawniejsza chwała Maryi. Lud nie mogąc wskutek braku dostatecznej liczby kapłanów zaspokoić swoich potrzeb duchowych coraz rzadziej przybywał na odpusty. ale pomimo tych smutnych czasów, jakie nastały dla całego Narodu, pamięć o cudownym obrazie Matki Boskiej w Topolnie między ludem wiernym się nie zatarła, a nawet dziatki z tutejszej parafii, jak się przekonałem, wiedzą o cudownym objawieniu się Matki Najświętszej na Wiśle i mówią że to jest cudowna Matka Boska. Na Jej główne uroczystości teraz jeszcze dosyć licznie przybywa lud z dalszej okolicy, chodząc z pokorą i ufnością naokoło ołtarza z ofiarą, a gdy odsłaniają lub zasłaniają obraz, każdy klęka na kolana, żeby uczcić Matkę Najświętszą. Oby ta cześć i miłość naszego ludu ku niebios Królowej nigdy nie zgasła w sercach jego, ale się wzmagała na jego pożytek i zbawienie.

 

Według opracowania: ks. Leona Kiedrowskiego